Zagrożenia partnerstw prywatno-publicznych

slider_ekultura_canaletto
Zdjęcie: Muzeum Narodowe w Warszawie

 

Zagrożenia partnerstw prywatno-publicznych w digitalizacji, czyli Canaletto i inne dzieła z domeny publicznej w cyfrowym świecie

Instytucje kultury coraz częściej zawiązują partnerstwa z prywatnymi podmiotami aby digitalizować kolekcje i udostępniać je w sieci www. Dzięki temu proces digitalizacji zyskuje przyspieszenia a same obrazy są lepszej jakości. Zaletą takich partnerstw są oszczędności po stronie instytucji kultury – to prywatny podmiot bierze zwykle na siebie koszt digitalizacji i – często także udostępnienia. Praktyka ta ma swoje oczywiste zalety, jednak niesie ze sobą także konkretne zagrożenia. Cyfrowe dziedzictwo tworzone publicznie może być zawłaszczane, a biznesowe praktyki dystrybucji mogą naruszać naszą prywatność.

Canaletto i inni mistrzowie z Muzeum Narodowego

Od 15 października tego roku możemy podziwiać gigapiksolwego Canaletta w Google Cultural Institute (GCI). Na co dzień obraz ten znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie (MNW), które poprzez współpracę z GCI doprowadziło do digitalizacji części swoich dzieł i umieszczenie ich na platformie Googl’a. Aktualnie w GCI znajduje się niemal tysiąc obiektów, które w sensie fizycznym są w posiadaniu Muzeum Narodowego. Dzieło Canaletta pt. „Widok Warszawy z tarasu Zamku Królewskiego” to skan wyjątkowy, ponieważ jego rozdzielczość powoduje, że mamy do czynienia z grafiką ponad tysiąc razy dokładniejszą, niż gdyby zdjęcie obrazu zrobić aparatem cyfrowym. Efekt taki nie jest do osiągnięcia dla regularnych odwiedzających i ich aparatów.

cana-powiększenie

https://www.google.com/culturalinstitute/asset-viewer/widok-warszawy-z-tarasu-zamku-kr%C3%B3lewskiego/JQGj77P6PLC-hg?projectId=art-project

Dzięki temu zabiegowi można studiować nawet najdrobniejsze detale i technikę pracy mistrza. Jak podaje Google, kustosze odkryli w ten sposób niewidoczną na pierwszy rzut okaz żonę rybaka rozrzucającą sieci nad Wisłą. Jednak – co ciekawsze – skan takiej jakości można wykorzystać, aby z jego użyciem tworzyć ciekawe towary, czy usługi cyfrowe. Obraz bez trudu można by wydrukować na pościeli, koszulce, czy zrobić z niego popularne puzzle. Obraz Canaletta pochodzi z roku 1773 a więc jest on w tzw. domenie publicznej, co oznacza, że każdy mieszkaniec Ziemi może go wykorzystać wg własnych potrzeb i bez ograniczeń.

Google zrealizował też – we współpracy z MNW – usługę wirtualnej wycieczki po galerii sztuki nubijskiej z egipskiego Faras. W wirtualnym instytucie kulturalnym możemy spacerować po warszawskim Muzeum tak, jakbyśmy korzystali z Google Street Map. Możemy podziwiać dzieła egipskich mistrzów średniowiecznych, które zostały odwzorowane cyfrowo również z dużą dokładnością. Te wizerunki przedstawiają dzieła znajdujące się w domenie publicznej i – ponieważ polskie prawo nie definiuje digitalizacji jako aktu twórczego – możemy z nich skorzystać w sposób dowolny.

Zagrożenia partnerstw prywatno-publicznych

Google Cultural Institute to spektakularny projekt, który rozpoczął się w roku 2010 jak tzw. „projekt 20%” w Google – to znaczy, że pracownicy rozwijali go w swoim indywidualnym czasie. Dzisiaj GCI współpracuje z ok. 300 instytucjami w ponad 40 krajach. Efektem jest imponująca kolekcja cyfrowych dzieł kultury o wyjątkowo wysokiej jakości.

Pytanie, które warto zadać, to czy istnieją jakiekolwiek zagrożenia partnerstw prywatno-publicznych zawiązywanych na rzecz digitalizacji. Jedną z bardziej kontrowersyjnych kwestii jest pytanie o to, kto staje się właścicielem cyfrowych obrazów i kto ma kontrolę nad ich wykorzystaniem. Kulturalny Instytut Googla zapewnia, że wszelkie prawa pozostają przy instytucji – jednak samo zdjęcie jest własnością Googla. Co prawda dyrektor GCI, Amit Sood twierdzi, że muzeum zawsze sprawuje kontrolę nad treścią i „może nakazać jej usunięcie w każdej chwili” (http://www.theguardian.com/culture-professionals-network/culture-professionals-blog/2013/dec/03/amit-sood-google-cultural-institute-art-project). Aby ocenić prawdziwość tej wypowiedzi, trzeba by się zwrócić do Muzeum Narodowego w Warszawie z prośbą o udostępnienie umowy podpisanej na ten cel z Google.

Jednak warto pamiętać, iż Google nie jest jedynym prywatnym graczem digitalizującym dziedzictwo. Inne firmy mogą bardziej agresywnie zabiegać o kapitalizację swojego interesu. W artykule napisanym dla gazety The Guardian, Cory Doctorov – autor i aktywista na rzecz zmiany prawa autorskiego i promotor licencji Creative Commons – zwraca uwagę, że brytyjskie biblioteki chcące udostępniać swoim czytelnikom książki w formacie pdf dostają na to zgodę, jedynie po spełnieniu określonych przez wydawcę książki warunków. W tym konkretnym przypadku wydawcy dołączają do plików specjalne oprogramowanie (DRM – Digital Rigths Management Software), które gromadzi informacje o czytelnikach – wydawcy często udostępniają te informacje firmom marketingowym.

Digital Rights Management w oczach aktywistów

drm

CC BY-SA 3.0Brendan Mruk and Matt Lee

Partnerstwa prywatno-publiczne na rzecz digitalizacji mogą zatem mieć swój społeczny koszt. Stąd do każdej propozycji współpracy instytucje kultury powinny podchodzić z należytym wsparciem prawnym, aby dobrze zabezpieczyć interesy społeczeństwa. Polscy internauci jakby podskórnie czują zagrożenia związane z prywatnymi inwestycjami – w zrealizowanym przez nas badaniu ponad 70% internautów twierdzi, że digitalizacja powinna być finansowana ze środków publicznych. Jednak zagrożenia tu opisane nie powinny eliminować możliwości współpracy instytucji kultury z biznesem. Zagrożenia te można przekuć na szanse – przy odpowiednim podejściu i zabezpieczeniu prawnym.