Uważać na ekranozę – wywiad z Zuzanną Stańską

slider_ekultura_wywiad ze Stańską
Obraz: Children of the Sea, Jozef Israëls

 

Maja Kolarz: DailyArt jest dziełem Moiseum, firmy consultingowej której jesteś założycielką. Kto zajmuje się wyborem i redagowaniem opisów dzieł do aplikacji? Są to ludzie pracujący dla Moiseum czy jest to inny zespół, bądź Ty sama?

Zuzanna Stańska: To jestem ja. Na początku nie chciałam mieć żadnych kosztów związanych z aplikacją, a jestem historykiem sztuki, więc stwierdziłam, że mogę spróbować. W międzyczasie zorientowałam się, że jest to strasznie fajna rzecz. Ogromną przyjemność sprawia mi pisanie tych opisów i dowiadywanie się nowych rzeczy, bo nie wszystko wiem od razu. To co tam się pojawia to moje jedno wielkie „widzimisię”. Mam nastrój na coś to to wrzucam, gdy jestem w jakimś miejscu, wybieram sztukę z tego kraju, lub gdy idę do lokalnego muzeum i widzę artystę, którego nie znałam, piszę o nim.

W zeszłym roku DailyArt przez miesiąc publikowało dzieła z bazy strat wojennych Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Jakie były tego efekty? (Czy  ktoś zgłosił jakieś zaginione dzieło?)

Z tego co wiem to nie, ale zgłosił się pewien prawnik z USA, który był zainteresowany tematem i chciał jakoś pomóc, więc skierowałam go do ludzi z MKiDN. Nie wiem co ostatecznie z tego wynikło. Akcja odbiła się też szerokim echem wśród użytkowników – sporo osób napisało, że to była fajna inicjatywa. Trochę się bałam, bo reprodukcje były czarno-białe i nie wiedziałam co z tego będzie, ale był to też dobry moment na taką akcję, bo akurat wtedy do kin trafił film „The Monuments Men” co spowodowało, że w Stanach zrobiło się wtedy głośno o dziełach zrabowanych podczas II Wojny  Światowej.

Pomagałaś przy międzynarodowej konferencji We Are Museums i jesteś organizatorką cyklicznych spotkań Metamuzeum. Dużo się dzieje w świecie muzealników! Polskie instytucje kultury są na tym samym poziomie co „zachodnioeuropejskie”? Jakie jest środowisko polskich instytucji kultury?

Zależy które, ale myślę, że nie możemy mieć kompleksów. Większość instytucji na świecie ma dokładnie te same wady i problemy co nasze. Co do środowiska polskich instytucji kultury to zależy od działu. W promocji i edukacji są zaangażowani, młodzi ludzie pełni pasji, którzy pracują dla jakiejś idei. Mogliby pracować za te marne pieniądze równie dobrze w innych miejscach. Teraz już nie ma takich ścieżek kariery, gdzie na starcie masz 5 tysięcy, więc mogliby pracować gdziekolwiek indziej, a jednak idą do instytucji kultury. Jest to zupełnie inna jakość pracownika, który jest aktywny, dopytuje, szuka, można z nim prowadzić świetny dialog. Z drugiej strony są też dyrekcje, które są bardzo różne. Są też bardzo merytoryczni pracownicy, którzy pracują np. w magazynach. Nie można generalizować, ale przez ostatnie 4 lata bardzo dużo się zmieniło. Dopłynęło bardzo dużo młodej krwi i to jest super.

17 czerwca na krakowskim Kazimierzu zorganizowałaś spotkanie z cyklu Metamuzeum, skierowane do muzealników, pracowników instytucji kultury i miłośników muzeów. O jakich nowościach rozmawialiście?

Mówiliśmy o fundraisingu. Jest to o tyle ciekawe, że instytucje bały się zewnętrznych funduszy. Jest jednak wiele muzeów, które z różnych przyczyn mają bardzo małe budżety i oni po prostu musieli się zwrócić w tym kierunku. Takim przykładem jest Muzeum Armii Krajowej,  które miało swoich reprezentantów na spotkaniu. Oni mają naprawdę małe budżety i po prostu brakuje im pieniędzy, a są ludzie, których pasjonuje wojsko, AK, wojna itd., oni mają potencjał. Teraz muzeum stara się wypracować procedury, które uruchomiłyby te przepływy. Jest to świeża sprawa. Muzeum Historii Żydów Polskich również zajmuje się pozyskiwaniem funduszy z zewnątrz, ale oni od początku mieli bardzo dobry prywatny sponsoring. Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie też bardzo promuje fundraising. Oni z kolei idą w stronę ekskluzywizmu np. wysyłają członków swojego klubu na Biennale, załatwiają zniżki na konferencje, więc idą trochę w innym kierunku. Muzeum Narodowe w Warszawie stara się otworzyć klub z 5 różnymi wersjami członkostwa. Jak widać to się powoli rusza i idzie w dobrym kierunku.

Opowiedz o Dniu Wolnej Sztuki. Jak rozwijała się ta koncepcja?

To był mój pierwszy projekt muzealny i też w ogóle życiowy. W 2011 roku przeglądając Twittera trafiłam na Slow Art Day. Akcja dobiegała końca, dokładnie w momencie kiedy przeczytałam tweeta. Odbywa się raz do roku. Polega na tym, że wchodzi się do muzeów na godzinę, ogląda się dzieła i potem się o tym rozmawia. Jest to powiązane z całym ruchem Slow (np. food), aby z namysłem odbierać rzeczy. Tak samo miało być tutaj. Stwierdziłam, że to strasznie fajne i że może zrobię to w Polsce, tylko że za miesiąc, a nie wtedy kiedy jest na całym świecie. Wiedziałam jednak, że trzeba to jednak trochę przeformułować, bo u nas się nie sprawdzi coś takiego, że ludzie po prostu przyjdą sobie pooglądać dzieła i potem sami będą o tym rozmawiać. Więc w Muzeum Narodowym w Warszawie, gdzie odbyła się pierwsza akcja, pięć osób stało przed pięcioma wybranymi obiektami i prowokowało dyskusję. Ludzie mają kompleksy, że nie wiedzą, przez to boją się mówić. Zamysł był, aby nie zarzucać ludzi danymi, tylko zmotywować ich, by zaczęli myśleć co widzą, czują itd. I to się bardzo sprawdziło, więc stwierdziłam , że trzeba robić to dalej. W tym roku była 5 edycja. Brało w niej udział 65 muzeów, ale najważniejsze było to, że akcja pojawiła się w miastach, w których wcześniej nie była organizowana. Chodzi o to, żeby dotrzeć do małych miast, gdzie muzeum może być centrum wszechświata.

Jesteś znaną entuzjastką wprowadzania nowych technologii do muzeów, opisujesz świetne przykłady m.in. na swoim blogu technoatmuseo.com. Czy spotkałaś się z muzeum, które „przedobrzyło” z nowinkami technologicznymi?

Bardzo dużo jest takich muzeów. W wielu miejscach panuje coś co można nazwać „ekranozą” – wchodzi się i jest miliard ekranów, kakofonie dźwięków i multimediów. Muzyka leci z głośnika, coś się świeci i gra na ekranach, są interaktywne podłogi, a wszystko rozmieszczone na małej przestrzeni i jest horror. To jest zupełnie źle pojęta idea. Muzea rzuciły się na interaktywne zabawki, jakby było to coś dzięki czemu ludzie w ogóle przyjdą do muzeum, a to jest nieprawda. Nikt o zdrowych zmysłach nie przychodzi do muzeum, żeby zobaczyć dotykowy ekran, bo one są wszędzie. Ludzie przychodzą po to, żeby mieć fajne doświadczenie, które może być budowane na wiele sposobów – np. meblem z szufladkami, gdzie coś można odkryć czy zbieraniem karteczek z kalendarza jak to wygląda w Muzeum Powstania Warszawskiego. Czy jest to tzw. prysznic dźwiękowy jaki np. w Muzeum Historycznym Miasta Krakowa na ul. Pomorskiej. Jest on tak skonstruowany, że dany dźwięk słyszysz tylko na 2m2. Oczywiście może to być ekran dotykowy, ale niech będzie na nim pokazane coś co ma sens i faktycznie zainteresuje użytkownika, który wyniesie coś z obcowania z tym ekranem. Wiele muzeów myśli jeszcze w sposób – jesteśmy super nowocześni, zastosujemy nowinki techniczne, a też mało kto myśli o tym, że one nie są dla wszystkich. Normalny użytkownik może mieć duże problemy z technologią, która jest na bardzo wysokim poziomie zaawansowania – tak jest np. z beaconami – niby proste, ale musisz wytłumaczyć jak to się obsługuje bo to nie jest powszechne. Oprócz tego trzeba się liczyć z tym, że jeśli do sali z 15 kioskami na 20m2 wejdzie tłum gimnazjalistów to z ekranów będzie pył. Taka sytuacja ma miejsce w Muzeum Chopina. Na wstępie były one bardzo stare, w dodatku są single touch’ami, a dzieci są przyzwyczajone do padów, które mogą klikać 500 razy na 1s. Tamte urządzenia takie nie były od początku, więc się zawieszają, a dzieci denerwują. Trzeba znać umiar i zastanowić się czemu to ma służyć. Nie w każdym muzeum muszą być te technologie. Chodzi o to żeby znaleźć narzędzie, które będzie odpowiednie i to może być cokolwiek.

Zainteresowanie sztuką historyczną to jedno (korzystanie z DailyArt), a otaczanie się dziełami sztuki współczesnej to co innego. Myślisz, że większe zainteresowanie muzeami, dziedzictwem, przełoży się też na poprawę gustu Polaków w sprawie tego, co wieszają na ścianach? Czy sztuka w Polsce zacznie się opłacać?

To chyba Filip Springer napisał kiedyś, że ludzie u nas nie mają kultury estetycznej. W szkołach nie uczy się estetyki, historii sztuki. Nie ogląda się ładnych rzeczy, nie mówi się o tym że coś jest ładne i dlaczego. Nie tłumaczy się jaki wpływ ma na człowieka otaczanie się ładnymi przedmiotami. Dlatego potem wychodzi się na ulicę i jest „pasteloza”, furię reklam, stawia się domy gargamele, albo kościoły udające kury. To wynika z tego, że od małego dzieciaki nie rosną z ładnymi rzeczami. Z jakimś namysłem nad tym. Może wydarzy się coś, że ludzie masowo rzucą się do muzeów, na kursy historii sztuki czy czegokolwiek innego w tym temacie. Myślę, że mieszkalibyśmy wtedy w ładniejszym kraju i z wrażliwszymi ludźmi.

Jako, że studiowałaś historię sztuki na pewno masz swoich ulubionych artystów. Który malarz jest Twoim ulubionym?

Bardzo lubię Felixa Vallottona, Domenique’a Ingres’a, Giorgione. Lubię symbolistów, ale to bardziej zależy od konkretnego przykładu, bo czasem potrafili malować strasznie brzydko (śmiech). Na DailyArt często wstawiam dzieła moich ulubionych artystów – dlatego można tam znaleźć dużo Hoppera. Z Vallottonem jest ciężej bo jest mało reprodukcji w dobrej jakości. Lubię też pejzaże Moneta, są bardzo uspokajające.

Wstawiając reprodukcje na DailyArt korzystasz z zasobów takich jak Europeana, gdzie zebrane są zdigitalizowane dzieła z europejskich muzeów?

Tak. Mieliśmy projekt z Europeaną – tematem przewodnim była moda. Pokazywaliśmy dzieła z ich zbiorów m.in. reklamę z 20-lecia międzywojennego czy obraz z kobietą w sukni pędzla Rubensa. Bardziej skupialiśmy się na ubraniach. Dostaliśmy od nich opisy do tych dzieł. Było to interesujące, bo patrzyliśmy na dzieła pod zupełnie innym kątem niż zwykle. Pewnie będziemy z nimi jeszcze robić coś w tym roku, bo mają jakiś pomysł. Na wolnej domenie jak np. Google Art Project, jest dużo reprodukcji, z których można korzystać.

Ostatnie pytanie – po Moiseum, DailyArt, Dniu Wolnej Sztuki, konferencji WeAreMuseums, spotkaniach Metamuzeum, możemy w najbliższym czasie spodziewać się czegoś nowego?

Trzeba dopracować to co jest. Biorę urlop na DailyArt i na razie nie zaczynam nowych projektów.
Rozmawiała Maja Kolarz.

*Zuzanna Stańska –  tworzy i obserwuje trendy technologiczne, które zmieniają oblicze współczesnego muzealnictwa. Publicystka, współorganizatorka konferencji WeAreMuseums. Twórczyni aplikacji DailyArt, która codziennie na nowo inspiruje użytkowników smartphonów do wizyt w muzeach i pogłębiania wiedzy z historii sztuki wtedy, kiedy wizyta nie jest możliwa.