Przyszłość cyfrowych repozytoriów – czego (czy) instytucje kultury mogą się uczyć od sektorów kreatywnych?

slider_ekultura_kulturnik
Grafika: Sebastian Sikora   CC BY 4.0.

 

Digitalizacja kultury wchodzi w drugą fazę. E-serwisy z kulturą zyskują coraz więcej użytkowników. Jednak ciągle jest pole do rozwoju – zarówno liczby serwisów, jak i liczby użytkowników. Zasoby kultury powinny być uatrakcyjnione poprzez więcej innowacyjnych usług, które będą nas skuteczniej zachęcać do ich wykorzystania, a instytucje kultury powinny odważniej wejść w tę domenę działalności. Część odpowiedzi względem tego jak to robić, mogą dostarczać tuzy światowej kultury – jak choćby MET z Nowego Jorku. Ale być może można się czegoś nauczyć – w zakresie tworzenia atrakcyjności – od sektorów kreatywnych, a nawet od takich tworów kultury masowej, czy popularnej, jak Onet.pl.

Popularność serwisów digitalizacyjnych

28 listopada opublikowaliśmy raport dotyczący m.in. rozpoznawalności polskich serwisów dających dostęp do zdigitalizowanego dziedzictwa. Najbardziej rozpoznawalny polski podmiot to Narodowe Archiwum Cyfrowe. Archiwum za pośrednictwem prowadzonych przez siebie serwisów (szukajwarchiwach oraz audiovis) prezentuje  zdjęcia archiwalne –  także filmy, czy nagrania dźwiękowe. Dzięki działaniom NAC mamy dostęp do spuścizny z działalności polskiego dziennikarstwa i archiwistyki publicznej od początków XIX wieku. Serwis szukajwarchiwach.pl jest rozpoznawany przez prawie 16% wszystkich internautów, przy czym – co ciekawe – starsi lepiej są z nim zaznajomieni, niż młodsze grupy wiekowe – ponad 1/5 wszystkich internautów powyżej 35 roku życia słyszało o tym serwisie. Inne popularne serwisy cyfrowe związane z kulturą to: (1) polona.pl, (2) zabytek.gov.pl, czy (3) ninateka.pl. Jednocześnie są to flagowe przedsięwzięcia państwa nastawione na upowszechnianie produktów digitalizacji.

Jednak – jak pokazują liczby – kultura prowadzona przez instytucje publiczne ciągle wydaje się być na przegranej pozycji względem kultury masowej prowadzonej zwykle przez podmioty komercyjne. Polonę – rewelacyjny wizualnie serwis prowadzony przez Bibliotekę Narodową – odwiedziło w marcu 2015 roku nieco ponad 75,6 tysiąca użytkowników internetu. Ta liczba jest niewątpliwym sukcesem Bilbioteki Narodowej (bo to ta instytucja prowadzi Polonę). Jednak biorąc pod uwagę że – jak wskazuje CBOS – 63% Polaków uznaje się za regularnych użytkowników internetu, wynik ten nie jest już jednak aż tak optymistyczny. 75,6 tysiąca to ledwie 3,5 promila z 21,6 mln aktywnych polskich internautów. W przypadku mediów komercyjnych mówimy tutaj o ponad 15 mln unikatowych użytkowników w ciągu miesiąca (stan na grudzień 2014). Liderami są tu wirtualnapolska.pl i onet.pl – potężne serwisy produkujące i integrujące gigabajty treści.

Przyszłość digitalizacji – odpowiedź to usługi

Oczywiście porównanie mediów komercyjnych (których działaniami kieruje właśnie ściąganie jak największej liczby widzów), do instytucji kultury nie jest być może najtrafniejsze. Są to bowiem typy organizacji, które charakteryzuje zupełnie inny model działania – są one zwykle wielotematyczne i wielowątkowe. Jednak, o ile wiadomo po co istnieją takie serwisy jak onet.pl czy wirtualna polska, tak nie do końca wiadomo po co istnieją i – co bardziej ekscytujące – po co będą istnieć w przyszłości cyfrowe repozytoria instytucji kultury.

Do tej pory mówi się w sposób ogólny, że repozytoria te wspierają realizację misji instytucji kultury, która w najbardziej ogólnym wydaniu mówi o upowszechnianiu dostępu do kultury. Jednak upowszechnianie nie jest tym samym, co udostępnienie. Aby udostępnić, wystarczy umożliwić dostęp – czyli dane zdjęcie czy film tak po prostu. Udostępnienie ma charakterystykę „zero-jedynkową” – albo coś jest dostępne, albo nie. Tymczasem upowszechnienie zakłada, że istnieje jakiś pomysł na uczynienie danej treści atrakcyjną dla konkretnej grupy osób. Innymi słowy zdjęcie, tekst, video to jedynie zasób, na bazie którego można zbudować usługę – np. usługę edukacyjną, która ma konkretną logikę i opowiada konkretną historię. Trzeba przy tym wiedzieć, że dana usługa powinna brać pod uwagę do jakiej grupy jest kierowana, aby wziąć pod uwagę jej partykularne potrzeby.

Powyższy wywód można podsumować obserwacją, że tzw. odbiorcy końcowi korzystają z usług – nie korzystają z zasobów. Inaczej – korzystają z zasobów za pośrednictwem usług. Instytucje kultury doskonale rozumieją tę logikę w świecie rzeczywistym. Odwiedzający muzea nie są bowiem wpuszczani do magazynów, gdzie dzieła „po prostu” są składowane (świat cyfrowy daje tę możliwość i powinna ona być realizowana – to ważne z różnych względów, żebyśmy mogli zejść do magazynu). Jednak zasadniczo, odwiedzający są zapraszani na konkretną wystawę, która była przygotowywana z kuratorem i która zbudowana jest jako opowieść mająca swoją szczególną fabułę.

Instytucje powinny być pionierami w kreacji usług (zasoby już są)

Przywołana na początku tego artykułu Polona jest doskonałym przykładem tego, jak budować usługę kulturalną w świecie cyfrowym i dlatego odnosi sukcesy. Jednak brakuje więcej tego typu rozwiązań – inne instytucje powinny spełnić rolę pionierów w pokazywaniu jak budować usługi dla uczniów, nauczycieli, artystów, historyków sztuki, projektantów graficznych i wielu innych grup społecznych i zawodowych. Jak budować usługi można nauczyć się właśnie od podmiotów komercyjnych. Nie chodzi tu o stworzenie z Polony Onetu, a o wykorzystanie narzędzi i mechanizmów, które pomagają Onetowi odnosić sukcesy rynkowe. Stąd siła leży we współpracy instytucji kultury właśnie z sektorem kreatywnym (Polona powstaje we współpracy z Laboratorium EE i studiem Huncwot). To, że włączanie tzw. firm kreatywnych w pracę nad zasobami kultury to dobry pomysł pokazał też zorganizowany przez ekulturę hackaton. Zaledwie w jedną dobę powstało wiele wizji kulturalnych  e-usług (warto przecztać krótki raport z open-culture-hack). Hackatony powinny być organizowane regularnie przy stałym udziale instytucji, a najlepsze pomysły powinny być rozwijane w odpowiednich kulturalnych inkubatorach.

Punktem odniesienia powinny być też liderzy światowej kultury – przykładowo Metropolitan Muzeum z Nowego Jorku notuje prawie 3,7 mln odwiedzin w ciągu miesiąca. Strona MET to nie tyle usługa a zespół różnych usług dla różnych grup, które – jak pokazują wyniki – dobrze już potrafią się odnaleźć w cyfrowej rzeczywistości tego muzeum.