Na ostatniej prostej… Wyzwania dla twórców wystaw multimedialnych na przykładzie MIIWŚ

Oblicza_kolaboracji_1

W 2016 roku ekultura realizowała studia przypadków dobrych praktyk wdrażania nowych technologii do działań instytucji kultury w Polsce. Jedną z badanych inicjatyw była współpraca Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku z firmą New Amsterdam. Współpraca ta dotyczyła stworzenia największej w Polsce interaktywnej i multimedialnej wystawy stałej w siedzibie MIIWŚ. Całość tego opracowania znajdziecie pod adresem: http://ekultura.org/wp-content/uploads/2017/04/raport-wirtualne-muzea___miiws.pdf. W tym artykule prezentujemy Wam ostatni fragment studium, w którym piszemy o wyzwaniach projektowych i trudnościach z jakimi na każdym z etapów pracy musieli zmierzyć się twórcy Muzeum – zarówno od strony merytorycznej, związanej ze zdobywaniem materiałów archiwalnych, jak i technicznej, polegającej na ich odpowiednim wykorzystaniu.

Wyzwania projektowe

Określenie konkretnych etapów pracy to jednak nie wszystko. Są one jedynie punktem wyjścia jeśli chodzi o przygotowanie ekspozycji multimedialnej. Praca przy tego typu wystawach, nawet jeśli od początku zaplanowana, jest zależna od wielu zmiennych, a tym samym bardzo dynamiczna. Zarówno Rafał Wnuk, jak i Wojciech Florczyk, mówią tutaj o pewnych wyzwaniach projektowych – ryzykach, których świadomość może pomóc w skutecznym zarządzaniu tego typu projektem.

Niewątpliwie największym z nich jest skala przedsięwzięcia, jakiego się podjęli. Muzeum II Wojny Światowej jest największym muzeum narracyjnym w Polsce. W jego murach znajduje się aż 290 stanowisk multimedialnych opowiadających o wydarzeniach mających miejsce w tym czasie. Liczba ta, bardzo imponująca, wydaje się dawać twórcom wiele możliwości jeśli chodzi o prezentację materiałów. Należy jednak pamiętać o tym, że paradoksalnie nawet tak duża skala jest w tej sytuacji pewnym ograniczeniem. Okres II Wojny Światowej był okresem wielowątkowym, składającym się z historii milionów ludzi, a każda z nich w równym stopniu zasługuje na to, żeby być opowiedzianą i zapamiętaną.

Oblicza_kolaboracji_1

Dlatego też twórcy Muzeum stanęli przed wyzwaniem, polegającym na dokładnym określeniu, które z tych historii pokazać. Niezależnie od skali konieczny był wybór materiałów, ich dalsza selekcja, a także okrojenie do konkretnych elementów wystawowych. Jednym ze sposobów, w jaki historycy podeszli do tego zadania, było dokładne zbadanie, którym z historii poświęcone zostały odrębne muzea lub wystawy. Właśnie na tej podstawie zdecydowano, które z wydarzeń można przedstawić skrótowo (np. Powstanie Warszawskie czy Holocaust), a którym należy poświęcić zdecydowanie więcej uwagi. Historykom zależało bowiem na tym, aby powstające Muzeum stało się uzupełnieniem muzealnej mapy Polski, nie konkurencją dla innych instytucji dedykowanych II Wojnie Światowej. W pewnym stopniu selekcja ta została narzucona także przez przyjęty sposób opowieści – chodzi o oddanie perspektywy zwykłych ludzi i tego jak wyglądało ich codzienne życie w tym czasie. Jak dodaje Rafał Wnuk, nie można również zapominać o kwestii dostępności materiałów. To właśnie ten aspekt często ma bezpośrednie przełożenie na to co ostatecznie zostanie pokazane na wystawie – nie do wszystkich materiałów uda się w danym momencie dotrzeć czy zdobyć prawa autorskie, nie wszystkie będą dostępne w odpowiedniej jakości. A kwestie te są wyjaśnianie w miarę postępowania prac projektowych – trzeba być zatem przygotowanym i otwartym na ewentualne zmiany.

Rafał Wnuk: Wszystko zaczyna się od pomysłu i wstępnego ustalenia formy w jakiej chcielibyśmy dany materiał pokazać. Wówczas  można zaproponować firmie kreatywnej różnego rodzaju elementy, które powinny znaleźć się na stanowisku, zdjęcia, filmiki itd. Wtedy firma sprawdza czy da się je w określony sposób wykorzystać, czy będzie to działało i tak powstaje pierwsza wersja stanowiska, z materiałami wglądowymi. W  tym momencie zaczyna się najtrudniejszy etap prac. Mam tutaj na myśli nawiązywanie kontaktów z archiwami i wszelkiego rodzaju placówkami, osobami mającymi dostęp do docelowych  materiałów , które zamierzamy  wykorzystać. Jednocześnie zaczyna się papierkowa robota związana z prawami autorskimi i uiszczeniem opłat. Wbrew pozorom jest to bardzo duże przedsięwzięcie logistyczne. Dodam, że w przypadku Muzeum II Wojny Światowej mówimy o kontaktach z około 300 instytucjami na całym świecie, co najmniej 6 tysiącach obrazów, zdjęć czy plakatów oraz o mniej więcej 400 minutach materiału filmowego. Zdobycie tych materiałów wymaga  ich zlokalizowania i  odpowiedniego podejścia do instytucji lub  osób, w których posiadaniu się one znajdują. Przecież co kraj to obyczaj. Jeśli interesujące nas zdjęcie jest własnością  prywatną, często możemy otrzymać je bez opłat, . Innym razem jest to jakaś duża agencja fotograficzna która ma proste scenariusze umowy, wystarczy wejść na ich stronę internetową, kliknąć i kupić. A jeszcze inaczej wygląda to w momencie kiedy materiały te znajdują się w Rosji czy na Białorusi, gdzie niekiedy trzeba pojechać, osobiście porozmawiać z  z dyrektorem, dogadać się i by zdobyć interesujące nas materiały. Po drodze pojawia się jednak wiele problemów. Dajmy na to, że myśleliśmy, że jakieś materiały znajdują się w miejscu X, a tak naprawdę są w miejscu Y i zupełnie inna firma ma do nich prawa. Może się także okazać, że znajdujące się w jakimś archiwum fotografie  są jedynie pożyczone albo znalazł się ich prawowity właściciel lub osoba roszcząca sobie do nich prawo. Zdarza się też, że w wyniku innych wydarzeń instytucje, które miały nam coś dostarczyć, wypożyczyć, upadają. Niestety wszystko  to wychodzi  dopiero na ostatnim etapie. Dlatego dopóki nie zostanie ostatecznie  załatwiona kwestia  regulacji związanych z prawami, sposobem udostępnienia, tak długo nie będzie można mówić o tym, że mamy zamknięty dany element.  Brak odpowiednich zgód uniemożliwia wykorzystanie materiału, w efekcie  ostateczny kształt multimediów może się okazać nieco inny od pierwotnych założeń.

Dużym wyzwaniem dla projektu mogą być także same założenia projektowe, polegające m.in. na określeniu formatu, w jakim powinny zostać zaprezentowane pozyskane materiały. Istotą muzeum narracyjnego jest bowiem połączenie obu tych elementów, tak aby w jak najlepszy sposób przekazać istotę danego materiału. Rafał Wnuk nie ukrywa, że początkowo forma ta byłam wynikiem wyobrażenia inicjatorów Muzeum co do tego jak powinno ono wyglądać, a tym samym w pewnym stopniu narzucona na ich współpracowników, w tym na firmę kreatywną. Wyraźnie jednak zaznacza, że wkład New Amsterdam w tworzenie ekspozycji multimedialnej nie ograniczał się tylko do zrealizowania ich wizji. Oczywiście najważniejszym zadaniem firmy było wpisanie się w istniejące już aranżacje, jednak jej kreatywne podejście do pracy i propozycje ewentualnych zmian również były brane pod uwagę. Po stronie Muzeum istniała bowiem świadomość, że nie wszystkie ich pomysły muszą być najlepszymi możliwymi do zrealizowania, że warto skorzystać z kreatywności i doświadczenia partnera, żeby wspólnie wypracować rozwiązanie. Dokładnie tego samego zdania jest Wojciech Florczyk, który podczas współpracy z Muzeum spotkał się z dużą otwartością na propozycje swojego zespołu. Podkreśla jednak, że nigdy nie ingerował on w zakres tematyczny przygotowywanych stanowisk, bo ten był wcześniej doskonale przygotowany, a jedynie proponował rozwiązania dotyczące formy i sposobu narracji.

Oblicza_kolaboracji_2

Rafał Wnuk: Trzeba znaleźć wspólny język, coś co sprawi, że się wzajemnie zrozumiemy. Nie możemy zamykać się na sugestie. Żadna ze stron. To jest kluczowe dla udanej współpracy. A ktoś kto uważa, że ma pełnię wiedzy, musi polec. Na szczęście w naszym przypadku nie poległa żadna ze stron. New Amsterdam doskonale wpisało się w naszą wizję Muzeum, dodatkowo w niektórych miejscach proponując coś co stało się najważniejszym elementem danej przestrzeni, nadało jej wyjątkowy charakter. I to jest najważniejsze.

Do takich miejsc z całą pewnością należy strefa dla dzieci, w centrum której początkowo miał znaleźć się pewien statyczny element w postaci widoku z okna na warszawską ulicę. Jednak w trakcie prac projektanci New Amsterdam zaproponowali stworzenie z niego interaktywnej gry, dzięki czemu stał się bardziej atrakcyjny dla dzieci. W tym momencie mogą się one stać prawdziwymi obserwatorami tego „co działo się oknem”. Mogą zobaczyć jak wyglądała Warszawa w 20-leciu międzywojennym, a następnie tuż przed wybuchem Wojny. Mogą obserwować jak zmieniała się w wyniku działań wojennych, a nawet przyczynić się do tych zmian, organizując wirtualną łapankę. Wszystko ma służyć temu, by uświadomić im, jak niewiele wystarczyło do tego, aby ujrzeć rozbite miasto. Pewnych zmian dokonano także w części wystawy poświęconej pokazaniu księgi. Zamiast ukazania jej w postaci zwykłej prezentacji ze zmieniającymi się slajdami, zaproponowano stworzenie aplikacji, działającej jak księga. Dzięki temu każdy zwiedzający podchodząc do pulpitu może samodzielnie przewracać jej karty i przeglądać zawartość. Wydawać by się mogło, że są to niewielkie, mało znaczące zmiany,  jednak zdaniem Rafała Wnuka, to właśnie one najbardziej przyczyniają się do wyjątkowości i atrakcyjności muzeum.

Prezentacja wystawy sta³ej Muzeum II Wojny Œwiatowej w Gdañsku. 23.01.2017 fot. Krzysztof Mystkowski / KFP

Fot. Krzysztof Mystkowski / KFP