MKiDN boi się odpowiedzialności – Prof. Błeszyński krytykuje za opieszałość w kwestii nowelizacji prawa autorskiego

slider_ekultura_bleszynski
 Grafika: Biblioteka Narodowa  Prawa: Domena publiczna

 

Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego już od dłuższego czasu pracuje nad nowelizacją ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Jest spóźnione, ponieważ zgodnie z obowiązków wynikających z Traktatów Unijnych niektóre przepisy powinny być już zmienione od ponad roku.

Sama potrzeba rekonstrukcji prawa autorskiego pojawiła się m.in. wraz masowym wykorzystywaniem mediów cyfrowych. Obecne prawo nie reguluje dobrze sytuacji, w której pojedynczy użytkownik ma taki sam zasięg dystrybucji swojej kopii jak media masowe. To zagadnienie, jak i wiele innych związanych z cyfrowym obiegiem własności intelektualnej, były przedmiotem już kilku Dyrektyw wydanych przez Komisję Europejską (o czym piszemy tutaj: link). Dyrektywy wyznaczają jednak tylko kierunek pożądanych zmian, natomiast nadanie im konkretnego kształtu zależy już od stosownego organu konkretnego kraju członkowskiego.

W przypadku Polski, wdrożeniem dyrektyw zajmuje się MKiDN, które w październiku 2014 przedstawiło swoją propozycję nowelizacji ustawy o prawie autorskim. Poniżej przedstawiamy wątpliwości, jakie nasunęły się autorytetowi w tej dziedzinie, prof. Janowi Błeszyńskiemu, względem tekstu nowelizacji (opublikowane oryginalnie na łamach Dziennika Gazety Prawnej z dn. 23-25.01.2015 Dyrektywy sobie, polski projektodawca sobie). Ważne, by dodać, iż prof. Błeszyński był wielokrotnie powoływany jako ekspert do prac nad nowelizacją – zarówno jako ekspert rządowy, jak i parlamentarny.

Ministerstwo nie jest liderem zmian

Błeszyński po pierwsze krytykuje rozproszoną odpowiedzialność w samym Ministerstwie. Nikt nie potrafi wskazać konkretnej osoby, która zarządzałaby i kontrolowała proces powstawania zmian w prawie – nie ma nikogo, kto potrafiłby przekonywająco uargumentować, dlaczego po zmianie dany przepis powinien wyglądać tak, a nie inaczej. Nie można takiej osobie zadać pytań weryfikujących sprawiedliwość zapisu. W konsekwencji, gdy projekt zostanie poddany pod obrady komisji parlamentarnych i kiedy odbędzie się nad nim głosowanie, decydentom trudno będzie uzyskać informacje o tym, skąd się dany zapis wziął i jaka jest jego realna funkcja.
Krytykę Błeszyńskiego wzbudził również fakt, iż MKiDN dał jedynie 30 dni na konsultacje społeczne tak skomplikowanego tekstu prawnego.

Nowelizacja a digitalizacja

Nowelizowana ustawa obejmuje swoim zakresem także kwestię tzw. dzieł osieroconych. Jest ona niezwykle ważna dla instytucji prowadzących digitalizację dziedzictwa, ponieważ dotyczy możliwości upowszechniania takich utworów, co do których nie wiadomo, kto jest ich twórcą bądź z twórcą nie można się skontaktować. Zasadniczo, zgodnie z Dyrektywą, organizacje, które są w posiadaniu takich utworów powinny dołożyć wszelkich starań, by ich autora odnaleźć. Jeśli jednak to się nie uda, mogą opublikować utwory i w wypadku, gdy po jakimś czasie autor sam się do nich zgłosi, uznać jego prawa majątkowe.
Błeszyński zauważa, iż podejście do kwestii utworów osieroconych zaprezentowane w projekcie nowelizacji jest nieuczciwe względem autorów. Instytucje posiadające dzieła o niejasnym autorstwie, nie są zobowiązane do przeprowadzenia jawnego procesu poszukiwania autora. Oznacza to daleko idącą dowolność względem tego jak – i przy czyim udziale – instytucja będzie poszukiwać autora. Przykładowo, dane muzeum po zapytaniu 3 arbitralnie wytypowanych historyków sztuki i uzyskaniu negatywnej odpowiedzi na pytanie o autorstwo danego dzieła, może zgłosić się do MKiDN z wnioskiem o wpisanie utworu na listę obiektów osieroconych. Następnie MKiDN, według propozycji nowelizacji, zgłasza naniesiony na listę wpis do Urzędu Harmonizacji Rynku Wewnętrznego (instytucji europejskiej, która prowadzi ogólnodostępne wykazy dzieł osieroconych z wszystkich krajów członkowskich).
Według Błeszyńskiego, w celu zapewnienia uczciwego funkcjonowania procesu poszukiwania autorów przesłanie wniosku do UHRW powinno być poprzedzone kontrolą ze strony Ministerstwa, czy dana instytucja dołożyła wszelkich starań, by autora odnaleźć. Jednak nie jest to przewidziane w projekcie. Ponadto, gdyby Autor ujawnił się już po uznaniu obrazu za osierocony, będzie musiał czekać z tzw. wykonaniem praw majątkowych do niego (np. czerpaniem korzyści finansowych), aż do momentu wykreślenia go z listy. Projekt ustawy nie reguluje też w sposób wystarczający poziomu rekompensat dla autorów za przedwczesne uznanie ich dzieł za osierocone.

Błeszyński twierdzi: “Proponowane rozwiązanie statusu utworów osieroconych zostało przygotowane z myślą o ograniczeniu praw uprawnionych oraz o wyłączeniu odpowiedzialności ministra kultury, zminimalizowaniu jego obciążeń, w tym wyłączeniu jego funkcji kontrolnych”.

Biblioteki

Propozycje zmian obejmują swoim zakresem wiele skomplikowanych zagadnień prawnych mających przełożenie, także na politykę kulturalną w skali makro. Przykładowo, w Polsce ma zostać wprowadzony system wypłat wynagrodzeń autorom, których książki są wypożyczane za darmo w bibliotekach publicznych. Kwestia ta jest m.in. związana z możliwością wypożyczenia dzieła w jego cyfrowej postaci, nad którym biblioteka traci kontrolę. W efekcie stratny może być autor, który sprzedaje mniej książek w księgarniach.
Wynagrodzenia te mają być wypłacane z budżetu państwa, jednak Ministerstwo Finansów zdecydowanie dystansuje się wobec ew. konieczności wygospodarowania na ten cel dodatkowych funduszy. Istnieje, zatem realne zagrożenie, że obowiązek zapewnienia finansów spadnie na samorządy. Tymczasem samorządy już teraz znajdują się pod silną presją finansową – w efekcie będą szukać oszczędności nie gdzie indziej, jak w budżetach samych bibliotek.

Dlatego Błeszyński zauważa:
„[…] przecież biblioteki pełnią ważną rolę w systemie rozpowszechniania twórczości. Ich pozycja finansowa powinna być wydatnie wzmocniona, w szczególności wobec zamierzeń poszerzenia ich oferty o możliwości rozpowszechniania twórczości drogą elektroniczną. Cyfryzacja zasobów jest sprawą wielkiej wagi. Biblioteki na ten cel muszą uzyskać stosowne środki. […] Rozwój i udostępnianie dorobku kulturalnego jest obowiązkiem państwa, którego nie wolno realizować kosztem bibliotek, twórców lub wydawców. Żeby nadążyć za postępem techniki, niezbędne jest dofinansowywanie placówek kultury, a nie nakładanie na nie dodatkowych obciążeń bez zabezpieczenia środków na ten cel.”

W sumie

W oczach Błeszyńskiego, MKiDN odsuwa od siebie odpowiedzialność i nie chce w sposób transparentny przewodzić procesowi nowelizacji tak ważnej ustawy o prawie autorskim. Jest to w pewnym sensie zrozumiałe skoro w nowelizacji znajdują się zapisy, które z jednej strony mogą defaworyzować twórców, a z drugiej uderzają w instytucje bibliotek publicznych – czyli w podmioty, które MKiDN powinien bronić, realizując swoją misję.

*Jan Błeszyński – prof. zwyczajny na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Radca Prawny, specjalista w zakresie prawa cywilnego, prawa autorskiego oraz prawa własności intelektualnej. Także Arbiter Sądu Arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej i członek Komisji Prawa Autorskiego, działającej przy Ministerstwie Kultury.