Kanibalizm czy innowacje – o nowej wystawie w Zachęcie i ukrytym znaczeniu digitalizacji

slider_ekultura_modliszka
Zdjęcie: Flickpickpete    Licencja: CC BY-ND 2.0

 

Najnowsza wystawa w Zachęcie pozwala zastanowić się nad tym, gdzie leży różnica między inspiracją, twórczym remiksem, a niszczeniem – kanibalizmem. Odpowiedź na to pytanie jest ważna w epoce digitalizacji, kiedy każdy przejaw kultury zaczyna mieć swój – łatwo edytowalny – cyfrowy odpowiednik. Prawidłowa odpowiedź może rozstrzygnąć, czy wykorzystamy potencjał digitalizacji do tego, by pobudzać energię rozwojową w naszym społeczeństwie.

Zapożyczanie a zabezpieczanie

Tak zwane „zapożyczanie” to temat ważny dla wielu aspektów ludzkiej aktywności. Sztuka, biznes, nauka – wydaje się, że w każdej z tych dziedzin chorobliwie wręcz pilnujemy swoich pomysłów przed ich “uprowadzeniem”. Laboratorium badawczo-rozwojowe firmy Apple zatrudnia zaledwie kilkadziesiąt osób (ograniczenie ryzyka wycieku informacji do minimum) i jest najbardziej strzeżoną twierdzą tej korporacji. W pewnym sensie jest to zrozumiałe – gigant z Cupertino inwestuje miliony w produkcję tzw. własności intelektualnej, zapewniając  komfortowe warunki pracy dla wynalazców, czyli ludzi z dobrymi pomysłami.

Intuicyjnie czujemy, że firmy inwestujące w myślenie i eksperymentowanie (tzw. Badania i Rozwój) – podobnie jak artyści inwestujący w pracę twórczą – mają prawo zabezpieczać produkty swoich inwestycji. Dlatego istnieje mechanizm praw autorskich czy narzędzie patentów. Jednak sprawa staje się problematyczna, kiedy firmy próbują patentować kolory czy nawet słowa, których używamy na co dzień. Przykładowo, Michael Buffer po raz pierwszy użył hasła „Let’s get ready to rumble” jako konferansjer walk bokserskich, hasło to zabezpieczył prawnie i aktualnie czerpie zyski z tego, że ktoś je wykorzystuje w innych okolicznościach (na koszulkach, kubkach, w filmach, etc.). Wartość hasła jest wyceniona aktualnie na 400 mln dolarów. Hasło być może jest utworem – jednak, kiedy ktoś próbuje opatentować kształt geometryczny np. kwadrat – można mieć obawy, że próbuje on zawłaszczyć dobro publiczne.

Problem ten wydaje się tym bardziej aktualny w czasach rewolucji cyfrowej, a proces digitalizacji kultury nie może przejść obok niego obojętnie. Dzięki technologii, zyskujemy bowiem dostęp do cyfrowych obrazów twórczości innych, które możemy w łatwy sposób zmieniać, obrabiać, remiksować – tworzyć na ich podstawie inne dobra tak społeczne, jak i gospodarcze. Jest to zasób, który może stymulować energię rozwoju na wielu poziomach. Postawienie granicy między użyciem dozwolonym, a tym, naruszającym prawa twórców czy prawa społeczne, nie jest łatwe.

Nakręcić spiralę innowacji

Między innymi ze względu na te wyzwania Komisja Europejska wywiera naciski na kraje członkowskie, aby reformowały swoje ustawy o prawach autorskich. Polska ociąga się z reformą, o czym możesz przeczytać w jednym z wpisów na naszym blogu (http://goo.gl/756EjN). Jednak, trzeba przyznać, że zmiana prawa regulującego zarządzanie prawami do własności intelektualnej, to wyzwanie bardzo ambitne.

Tematyka ta podjęta jest również na polu sztuki. Mówi się o całym nurcie „art approration”, czego przykładem są prace Andy’ego Warhola (np. obrazy z puszkami zupy Campbels) czy Marcel’a Duchampa (obraz Mony Lisy z wąsami). Niektórzy twierdzą, że artyści ci zabawiali się kosztem innych i kosztem społeczeństwa – jednak wydaje się, że chcieli powiedzieć coś więcej. Być może to, że jako byty społeczne nie tworzymy w próżni i że nasze dzieła zawsze są zapożyczeniem – często nieświadomym, ale jednak zapożyczeniem. To prace m.in. tych artystów stały się podstawą nowej wystawy proponowanej przez Narodową Galerię Sztuki Zachęta.

Można pójść o krok dalej i powiedzieć – zgodnie z myślą Steven’a Johnsona wyrażoną w poniższej animacji – że jeśli stworzymy środowisko, w którym pomysły będą tanie (tak tanie, że nie warte ochrony), nakręcimy spiralę innowacyjności, ponieważ będziemy się wzajemnie stymulować, a innowacja może powstać jedynie z kolizji wielu różnych wizji. Stąd popularność podejścia zwanego open innovation, które wykorzystują do opracowywania innowacji takie firmy jak Lego (https://ideas.lego.com/howitworks) czy naukowcy pracujący nad nowymi terapiami na raka (http://goo.gl/Ea256J). Zasadą tego podejścia jest udostępnianie danych źródłowych wszystkim zainteresowanym i korzystanie z wyników ich pracy.

Przeciwieństwem jest sytuacja, kiedy nie mamy dostępu do nowych idei – nie wiemy, czym są, nie możemy ich przetwarzać. Nie tworzymy wówczas infrastruktury innowacyjności i zamykamy postęp w prywatnych sejfach.

Instytucja kultury animatorem dyskusji i rozwoju?

Tematykę tę skutecznie promuje Zachęta, zapraszając na wystawę „Kanibalizm? O zawłaszczeniach w sztuce”. Wystawa – jak czytamy na stronie galerii – „jest poświęcona zagadnieniom zawłaszczania, zapożyczania, przetwarzania, remiksowania i samplowania kultury, a mówiąc dokładnie wykorzystywania istniejących już obiektów, elementów z mediów i kultury masowej, dzieł sztuki stworzonych przez innych artystów, filmów, literatury, muzyki – wszystkiego, co powstaje w szeroko pojętej sferze kultury i poza nią. Zapożyczenia te są różnorakie: od bezpośrednich, dosłownych zawłaszczeń, czyli bez dokonywania jakiejkolwiek ingerencji, przez niewielkie transformacje, po inspiracje, których rezultatem są zupełnie nowe dzieła, jedynie aluzyjnie odnoszące się do pierwowzorów”.

Poszukując odpowiedzi na poziomie przepisów prawnych, warto zobaczyć, co mieli na ten temat do powiedzenia mistrzowie „zawłaszczania”. Wystawa jest otwarta do 31.05.

Warto też dodać, że Zachęta prowadzi projekt „Otwarta Zachęta” – portal prezentujący takie zasoby jak dzieła z kolekcji, materiały edukacyjne, dokumentacje wystaw i wernisaży, wybrane teksty z katalogów i gazet towarzyszących wystawom, a także filmy. Jest to jeden z przykładów na to, jak kulturze można nadawać nowe życia w obiegach cyfrowych: http://goo.gl/JPurJ2. Zachęcamy, by czerpać inspiracje z działań Zachęty – tego typu przedsięwzięcia zwiększają szanse, iż cały projekt digitalizacyjny przyczyni się do odkrywania nowej energii rozwojowej, a nie stanie się jedynie kanibalem unijnych dotacji.