Jak mówić o innowacjach w sektorze kultury

slider_ekultura_innowacjew
Zdjęcie: Scott Smith    Licencja: CC BY-NC-ND

 

Debata o rozwoju muzeów, bibliotek, archiwów, a nawet organizacji pozarządowych ugrzęzła w ułudzie innowacyjności, której źródłem są działy marketingowe globalnych firm technologicznych i branża reklamowa.

Z okazji 70. rocznicy likwidacji niemieckiego obozu na Majdanku tamtejsze muzeum opublikowało na Facebooku dość przerażający baner. W jego treści zrównano lajkowanie strony (wykonanie prostego kliknięcia w ramach mechanizmu serwisu) z pamięcią o ofiarach tego niemieckiego obozu zagłady. O ile trudno mieć pretensje o to, że muzeum posługuje się Facebookiem, żeby dotrzeć ze swoją komunikacją do dużej grupy odbiorców, to jednak przekładanie jego mechanizmów na proces pamięci i upamiętniania jest już przejawem groźnego uzależnienia.

Jeśli lajkuję to pamiętam?

Setki instytucji kultury w Polsce coraz głębiej pogrąża się w przestrzeni, nad którą nie ma kontroli oraz w której pełni de facto rolę nośników reklamowych. Chociaż ich celem jest lepsze upowszechnianie wiedzy i swojej działalności, faktycznie wzmacniają one komercyjną przestrzeń Facebooka. Baner muzeum Majdanka zachęca przecież wprost nie tyle do pamiętania o ofiarach niemieckiej eksterminacji, ale do aktywności w ramach infrastruktury serwisu Marka Zuckerberga, przy okazji wykluczając wszystkich tych, którzy wciąż nie pozakładali tam kont, a więc nie mogą upamiętnić ofiar prostym kliknięciem „Lubię to!”.

Innowacje w branżach komercyjnych ignorują kontekst i wszelkie różnice. Globalne przedsiębiorstwa z ogromnym kapitałem proponują produkty globalne i ustandaryzowane. Nie ma przy tym znaczenia, czy jest to Kubuś Puchatek Disney’a, Coca Cola, interfejs iPhone’a czy algorytmy Facebooka. Mechanizmy serwisu Marka Zuckerberga działają w ten sam sposób na stronach fanowskich Jakuba Wojewódzkiego i Muzeum Narodowego, bezduszny algorytm nie ma zrozumienia dla specyfiki działania instytucji tak różnych jak Zachęta i Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Badania Thomasa Thurnella-Reada dotyczące muzeum Auschwitz-Birkenau pokazują, że odwiedzające je osoby nierzadko porównują doświadczaną osobiście przestrzeń obozu ze swoimi wyobrażeniami zbudowanymi na przekazach medialnych: dla wielu z nich pozostają one bardziej autentyczne i dramatyczne niż rzeczywiste obiekty i miejsca. Bezkrytyczne działania medialne oraz podążanie za trendami może jeszcze wzmacniać ten proces.

Technologie nie rozwiązują problemów. To ludzie poprzez technologie rozwiązują problemy. Truizm, ale wart powtórzenia w kontekście promocji kultury – przekonuje Sławomir Czarnecki z Instytutu Kultury Miejskiej, autor bloga Widownia.pl. – W polskich instytucjach kultury jesteśmy jeszcze przed należytym docenieniem roli marketingu i public relations oraz dowartościowaniem osób, które się tym zajmują. Trzeba dać im przestrzeń do tworzenia i realizowania przemyślanych strategii komunikacji, co pozwoli uniknąć tracenia czasu i środków np. na nieprzemyślane i powierzchowne działania w mediach społecznościowych, czy wprowadzanie nowych technologii dla samego ich wprowadzania, bo tak będzie „nowocześnie” i „inni też tak robią”. Nowe media i technologie mogą być skuteczne, ale zapewnienie tej skuteczności wymaga przemyślenia, a potem dużego zaangażowania na etapie realizacji. A tego nie da się zrobić, gdy promocja jest robiona „przy okazji”.

Wzorce z góry

Wyzwaniem jest także paternalizm i protekcjonalizm ze strony tych instytucji czy organizacji pozarządowych, które pozycjonują się jako liderzy innowacyjności i dzięki korzystaniu z programów grantowych mogą narzucać określone zmiany na poziomie lokalnym. Tymczasem biblioteka idealna z punktu widzenia Warszawy czy Krakowa może być czymś innym niż biblioteka idealna widziana przez mieszkańców mniejszych miast czy wiosek. W sektorze kultury i edukacji innowacje zaczynają podlegać procesowi alienacji, stają się celem samym w sobie lub narzędziem budowania wizerunku sektora: łatwiej chwalić się przecież biblioteką z nowymi tabletami niż biblioteką z nowymi książkami.

Nie demonizowałabym poszerzenia zakresu działalności bibliotek publicznych – mówi Dominika Paleczna z serwisu bibliosfera.net. – Akurat postrzegam to pozytywnie, chociaż wciąż czekam na pojawienie się szerzej w ofertach bibliotek propozycji dla dorosłych pracujących. Chodzi m.in. o godziny otwarcia. Ale to nie w szerokiej ofercie tkwi problem. Wiele bibliotekarek i bibliotekarzy narzeka na brak środków na zakup książek, o narzekaniu na pensje nie wspominając. Chodzi o to, że pozyskiwane przez biblioteki granty zazwyczaj dotyczą działalności kulturalnej czy edukacyjnej. Organizujemy wieczory filmowe, kursy komputerowe i różne atrakcje. Robimy to m.in. po to, by przyciągnąć potencjalnych czytelników, ale kiedy już do nas przychodzą, czy rzeczywiście możemy im zaoferować książki, które sprawią, że wrócą jeszcze do biblioteki właśnie po nie, a nie tylko na kolejną imprezę kulturalną czy szkolenie?

Efekt alienacji dostrzegalny jest również w inicjatywach promowania czytelnictwa. Trudno negować słuszność upowszechniania kontaktu z książką, jednak robi się to w postaci medialnych akcji marketingowych, posługując się postaciami oderwanych od rzeczywistości celebrytów lub autorytetów. Chętnie też wykorzystuje się język wykluczenia. Jak na razie efektem innowacyjnych kampanii reklamowych jest wzrost czytelnictwa na poziomie błędu statystycznego. Czy rzeczywiście innowacyjność instytucji kultury i dziedzictwa polegać ma na powielaniu modeli działań realizowanych przez podmioty komercyjne i branżę reklamową? Zapytajmy jakie są konkretne efekty przyjęcia modelu wielkiej promocji w corocznej Nocy Muzeów i na jakich warunkach pracownicy instytucji kultury zobowiązani są do przygotowywania i prowadzenia wydarzeń organizowanych w ramach tej akcji. Czy tłumy stojące w kolejkach przed siedzibami muzeów odwiedzają je znowu, kiedy już zabraknie interaktywnych prezentacji, gier miejskich czy atrakcyjnych rekonstrukcji?

Dziady kultury

Przestrzenią szczególnie zagrożoną bezrefleksyjnym podejściem do innowacji są działania cyfrowe. Instytucja kultury nie może ignorować potencjału Internetu, jednak trudno oczekiwać, że będzie korzystać z udostępnianych przez niego narzędzi tak skutecznie i intensywnie jak podmioty komercyjne czy zagraniczne instytucje-gwiazdy, takie jak choćby amsterdamskie Rijksmuseum. Stawiane tak często jako wzór innowacyjnej digitalizacji i udostępniania zbiorów dziedzictwa może być inspiracją do działań jedynie kilku największych centralnych instytucji dziedzictwa w Polsce. A co z resztą? Budowanie społecznego oczekiwania, że branża kultury i edukacji stanie się liderem innowacji technicznych lub przynajmniej regularnie wdrażać będzie najmodniejsze rozwiązania w tym zakresie jest głęboką nieuczciwością wobec skali finansowania kultury w Polsce i warunków pracy w tym sektorze.

My, od siebie dajemy bardzo dużo: naszą wiedzę, kreatywność, oni dla nas nie mają nic do zaoferowania, zawsze mają inne potrzeby na głowie i nie ma pieniędzy na poprawę naszych wynagrodzeń – mówi Andrzej Rybicki, Przewodniczący Rady Sekcji Pracowników Muzeów

Regionu Małopolskiego NSZZ „Solidarność”. Rybicki jest jednym z inicjatorów akcji społecznej “Dziady Kultury”, mającej zwracać uwagę na niskie zarobki pracowników tego sektora. – W Małopolsce marszałek motywował swoich muzealników, filharmoników bibliotekarzy i animatorów kultury kwotą ok. 70 zł netto miesięcznie, oni to odebrali jako impertynencję. Czasem obraża się nas wprost, mówiąc, że „jest to protest niższych służb”, że „płacimy za jakość”, jak określił ostatnie protesty wicemarszałek Małopolski Wojciech Kozak.

Aktywiści i aktywistki z inicjatywy Dziady Kultury zorganizowali w czasie Nocy Muzeów trzy pikiety i akcję oflagowania muzeów i Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Krakowie. Prowadzą też zbiórkę podpisów pod petycją na rzecz rewaloryzacji funduszy wynagrodzeń instytucji kultury w Małopolsce (dziadykultury.wordpress.com).

Zarządzający kultura posługują się kilkoma słowami wytrychami: środki unijne, granty – przekonuje Andrzej Rybicki – Ściśle związane z naszą działalnością hasła: edukacja, multimedia i innowacyjność odmieniane są na wszelkie sposoby. Zapomina się, że to wszystko są tylko narzędzia, sposoby prezentacji naszych pomysłów i ich realizacji. Ludzie kultury odnoszą czasem wrażenie, że obecnie w naszych instytucjach prowadzone jest coś na kształt rabunkowej gospodarki naszymi zasobami: materialnymi i ludzkimi.

Musimy przeformułować ramy dyskusji o innowacjach w instytucjach kultury i na nowo zbudować jej język, odrzucając formatowanie misji do postaci polityki realizacji targetów i zdobywania grantów oraz nie zgadzać się na redukowanie pracowników do kategorii zasobów ludzkich.

 

Marcin Wilkowski – założyciel serwisu Historia i Media, koordynator prac Koalicji Otwartej Edukacji. Autor książki „Wprowadzenie do historii cyfrowej” (Gdańsk 2013). Strona domowa: wilkowski.org.