Czy można zamknąć internet w bibliotece?

biblio
Grafika: Biblioteka Narodowa

 

Pojęcie digitalizacji kojarzy się zazwyczaj z procesem tworzenia cyfrowych wersji  fizycznych zasobów „bibliotecznych” czy „muzealnych” i udostępniania ich w Internecie. Okazuje się jednak, że digitalizacja może mieć także inne, zaskakujące oblicze. Chodzi o działania, które związane są z archiwizacją samego Internetu (sic!). Jest to wyjątkowe zadanie digitalizacyjne, ponieważ przedmiotem obróbki są dokumenty, których oryginały powstały od razu w formie cyfrowej (często określa się je mianem „born digital”) i istnieją tylko w takiej formie.

Strony internetowe nie mają swojej wersji fizycznej, nie licząc wykonanych okazjonalnie na indywidualne potrzeby „screenshotów”, tworzących obraz (statyczną grafikę) dokumentujący wygląd konkretnej strony lub podstron danego dnia. Tak pozyskane „fotografie” pozostają jednak zazwyczaj jedynie na dyskach konkretnych komputerów i niewiele osób będzie miało do nich dostęp.

Z uwagi na ekonomikę Internetu – zwłaszcza fakt, że domeny wykupywane są zazwyczaj na okres roku – wiele treści ginie bezpowrotnie po wygaśnięciu licencji. Jeśli utrzymają się obecne trendy rozwoju sieci, to z czasem coraz więcej działań wartych zapamiętania – z zakresu kultury, nauki i administracji publicznej – będzie rejestrowanych wyłącznie online. Efemeryczność stron internetowych stawia pod znakiem zapytania możliwość zachowania tworzonego obecnie dziedzictwa dla potomności, a nawet dla obecnych pokoleń w perspektywie kilku lat. Okazuje się bowiem, że pomimo niewątpliwych zalet technologii informatycznych wciąż kluczową rolę w gromadzeniu, ochronie i międzypokoleniowej transmisji dorobku cywilizacyjnego odgrywają istniejące fizycznie, analogowe instytucje segregujące i katalogujące wiedzę. Przykładem mogą być tutaj choćby biblioteki, które, choć ulegają technologicznej transformacji i dostosowują swój profil działalności do nowych wyzwań i możliwości, zachowują swoją pierwotną funkcję. Chyba żaden technologiczny entuzjasta nie powie, że „biblioteki odchodzą do lamusa”, gdy choć raz nie będzie mógł znaleźć na stronie internetowej treści, która była tam jeszcze przed tygodniem.

W 2003 roku w odpowiedzi na to rosnące wyzwanie związane z procesem konwergencji mediów wynikającej z rozwoju Internetu i przenoszenia coraz to nowych form aktywności do sieci, biblioteki narodowe 12 państw postanowiły stworzyć nowe pole do wspólnego działania. Rozpoczęły współpracę w ramach konsorcjum International Internet Preservation Consortium (IIPC). Polska (poprzez Bibliotekę Narodową) przystąpiła do grupy w 2008 roku. Przyświeca im idea propagowania archiwizacji zasobów internetowych. Pracują wspólnie nad opracowaniem odpowiednich praktyk i narzędzi. Archiwizowanie zasobów polskiego Internetu stało się jednym z celów operacyjnych programu digitalizacji na lata 2009-2020. Zadanie to zostało rozdzielone kilku instytucjom prowadzącym archiwa, w tym Narodowemu Archiwum Cyfrowemu, a także części bibliotek (Program digitalizacji 2009-2020, 2009:43-44).

Od 2009 roku Biblioteka Narodowa prowadziła prace pilotażowe nad archiwizacją stron internetowych (dzięki programowi IIPC). Szybko okazało się jednak, że ma w tym zakresie związane ręce, ponieważ obowiązujące przepisy nakładają na użytkownika serwisu obowiązek uzyskania od właściciela domeny zgody na gromadzenie i udostępnianie treści. Wielu ekspertów uważa te przepisy za archaiczne i szkodliwe dla społeczeństwa. Wygląda więc na to, że zanim program będzie mógł zostać w pełni wdrożony niezbędne są prace legislacyjne dostosowujące przepisy do nowych wyzwań stojących przez polskimi instytucjami zajmującymi się archiwistyką, czy szerzej, ochroną dziedzictwa kulturowego.

Kwestia ta pozostaje cały czas otwarta. W najbliższym czasie zespół ekultury zwróci się do Biblioteki Narodowej z prośbą o informację na temat postępów projektu archiwizacji internetu. Będziemy Was informować o uzyskanej odpowiedzi.