Czy digitalizacja stworzy swoją kulturę?

slider_ekultura_firmaidea
Grafika: © dizanjbiznes.pl

 

Czy digitalizacja stworzy swoją kulturę?

27 maja 2015, w trakcie festiwalu Dizajn-Biznes-Kraków prof. Jerzy Hausner (znany polski ekonomista) razem z Mateuszem Zmyślonym (dyrektorem kreatywnym agencji reklamowej Eskadra) ogłosili koncepcję firmy-idei. Panowie przekonywali, że współczesne organizacje muszą oprzeć swoje działanie na jakiejś głębszej idei, która będzie harmonijna z szerokimi potrzebami społeczności, w której funkcjonują.

Wiąże się to ze zmianą starego podejścia, wg którego firma traktuje klientów jak target, jak zdobycz. Współczesna firma – choć określenie to odnosi się tak do firm prywatnych, jak i do organizacji sektora trzeciego i publicznego – ma tworzyć społeczności, których będzie integralną częścią; będzie niejako z nich się wywodzić i działać z nimi w zgodzie. Oznacza to, że organizacja taka musi zrozumieć, jaka jest jej rola poza prostym dostarczaniem jednowymiarowego produktu – ci którzy będą się skupiać tylko na tym, stracą legitymację i przegrają.

Hausner i Zmyślony mówili do biznesu, jednak ich przesłanie niesie ze sobą ważne inspiracje także dla całego sektora kultury i projektu digitalizacji, o którym piszemy na tym portalu. Sensowność projektu digitalizacji nie zależy bowiem od tego, ile skanerów kupimy, jak dobrze nauczymy się je obsługiwać i ile obrazów cyfrowej kultury wytworzymy, a od tego, czy te zasoby pomogą w wytworzeniu jakiejś głębszej idei, która, dając odpowiedzi na ważne pytania, pomogłaby w budowaniu lepszego statusu społecznego dla działań kulturalnych.

Love Brand i kapitały miękkie

Koncepcja firmy-idei jest wynikiem mądrych obserwacji nt. tego, co aktualnie staje się czynnikiem sukcesu – kluczowym elementem powodzenia organizacji w społeczeństwach rozwiniętych. Produkt nie jest ważny czy sexy sam z siebie. Liczy się on o tyle, o ile niesie za sobą odpowiedź na głębszą potrzebę – odpowiedzi na jakieś pytanie, na ważne marzenie. Np. w zakupie roweru nie chodzi o posiadanie przedmiotu, a – może – o wolność przemieszczania się, ekologiczny styl życia, o ścieżki rowerowe, o więcej zieleni, o fajniejsze miasto – czyli, w końcu, o lepszą jakość życia. Oferta będzie wygrywać zatem, jeśli niesie ze sobą wartościowe i mądre przesłanie. Podobnie twierdził Steve Jobs mówiąc, że o tym czy produkt jest dobry decyduje nie proces produkcji, a treść jakiej jest on przekaźnikiem.

Dzięki temu podejściu wykreował markę, którą pokochał świat (w pierwszym kwartale 2015 ludzkość kupiła 74 mln. Iphone’ów), czyniąc z marki Apple tzw. Love Brand. Czyli markę, z której ideą ludzie się utożsamiają i która budzi u nich pozytywne emocje. Jest to również spójne z obserwacją, że sam produkt jest tak samo ważny dla kreowania wartości, jak odpowiednie relacje z grupami odbiorców – czy ze społecznością fanów. Dlatego Zmyślony i Hausner twierdzą, że marka musi zaproponować jakąś kulturę, czyli wizję wartości (jak wolność, przygoda, ryzyko etc.) i zachowań, z którymi obcowanie stanie się możliwe za jej udziałem.

W kreowaniu wartości marki kluczową rolę odgrywają kapitały miękkie, jak kapitał kreatywny, intelektualny, społeczny, które bardziej wiążą się z samym człowiekiem niż kapitały twarde, jak maszyny czy urządzenia. Dzisiaj, bowiem technologia jest na tyle tania, że staje się dostępna dla każdego na wyciągnięcie ręki. Np. samo posiadanie lokalu, stolików i wyposażenia kuchennego nie zdeterminuje tego, czy stworzymy dobrą restaurację – kluczowy jest pomysł na charakter miejsca, czyli jego idea, która będzie ściśle związana z charakterem potraw, ich jakością i jakością samej obsługi.

Hausner i Zmyślony zauważają, iż kapitały miękkie mają inny charakter niż kapitały twarde – te drugie zużywają się w miarę ich użycia. Te pierwsze są pomnażane, ponieważ im więcej czasu dedykujemy na poszukiwanie inspiracji i pomysłów na zastosowanie – powiedzmy – cyfrowego dziedzictwa, tym więcej tych pomysłów mamy, ale też nasza kreatywność się rozwija, rozwija się kultura rozmowy w firmie, mamy dialog i proces twórczy się nakręca, tworząc wysoko jakościowe przepływy. Wtedy nie trudno o dobre pomysły, które – w dobrze funkcjonującej organizacji – mogą być szybko przekładane na ścieżkę projektową prowadzącą do wdrożenia, innowacji i dalszego rozwoju kultury wypływającej z jądra firmy.

Digitalizacja – ludzie czy maszyny

Kiedy w Polsce rozmawiamy na temat digitalizacji, często rozmowa ta jest sprowadzana do prostych wskaźników – ile kupiliśmy skanerów, ile osób przeszkoliliśmy w skanowaniu obiektów, ile obiektów zostało zeskanowanych, ile jest obrazów cyfrowych, jakiej jakości etc. Takie wskaźniki są konkretne i zrozumiałe, jednak powinny być punktem wyjścia do szerszej rozmowy o tym, jak udaje się nam to cyfrowe dziedzictwo wprowadzać do praktyk kulturowych. Innymi słowy – mówiąc językiem Zmyślonego i Haunsera – czy przy pomocy cyfrowych obrazów instytucjom udaje się kreować nową “kulturę kultury”, która ma pozytywne konotacje społeczne. Jednak do zrealizowania tego zadania potrzebne są nie tylko maszyny skanujące, a platformy osób, które kombinują, rozmyślają, inspirują się wzajemnie i tworzą usługi, które przekraczają wcześniejsze ograniczenia.

Innymi słowy, język rozmowy o digitalizacji powinien przesunąć akcenty z języka o maszynach na język o ludziach.